Wieczorową porą daje się we znaki przeszywający ból w kościach
To melancholia rozchodzi się od szpiku po całej powierzchni
Po każdej kostce, każdym kręgu po kolei
Wlewa się do rdzenia, wędrując nim w górę, aż do mózgu
Ogarnia cały umysł, wypełniając każdy jego skrawek, każdą wolną przestrzeń, każdy, nawet najbardziej ukryty zakamarek
Idąc połączeniami nerwowymi w dół, przez kończyny, narządy w końcu ogarnia cały organizm.
Teraz, gdy już jest wszędzie, przepełnia wszystko i nie ma dla niej barier może sterować nami jak marionetką.
Teraz może wypełniać całe nasze życie, ukazując swą łaskawość, lub nieprzychylność.
Może ofiarować nam to co ma najlepsze, może dać nam możliwość duchowego rozwoju
Lub doszczętnie nas zniszczyć, rujnując samopoczucie, kontakty z innymi.
Aż w końcu trawiąc nas samych, od środka, powoli, destruktywnie. Delektując się naszym cierpieniem, tym, że rozsypujemy się od środka na drobne kawałeczki. Każe nam spoglądać na samozagładę, sprawia, że każde oderwanie cząstki czujemy dwa razy mocniej, dwa razy częściej.
Więc dlaczego tak ją uwielbiam?
Bo jesteś głupia ; D
OdpowiedzUsuń